Mistrzostwa Świata według Marka Wójcickiego (wywiad)

english version »                     leggi in italiano »

Mistrzostwa Świata według Marka Wójcickiego. Dziękuję, że zgodziłeś się na ten wywiad. Przede wszystkim gratuluję zdobycia srebrnego medalu na II Olimpiadzie Sportów Umysłowych w Lille.

Rotacja Par:  Jakiej strategii używałeś wyznaczając pary?

W Robin Round założeniem było, aby wszystkie trzy pary były mniej więcej równo obciążone, z tym, że potencjalnie najcięższe mecze gramy w najsilniejszym składem. W play off taktyka była nakierowana na wynik danego meczu, z ewentualnym odpoczynkiem dla zmęczonych w razie komfortowego wyniku.

Wyznaczałeś pary z dużym wyprzedzeniem, czy też decydowałeś przed samym meczem bazując na aktualnej predyspozycji par?

Z reguły ustalaliśmy rano składy na dany dzień, ale zdarzyło się kilka „alarmowych” zmian.

Czy konsultowałeś swoje decyzje z resztą drużyny czy też jedynie informowałeś graczy o podjętej decyzji?

Rozmawiałem z zawodnikami o ich preferencjach co do godzin gry (jeden chciałby pospać rano, inny mieć wolne popołudnie) i ewentualnych przeciwników, i na podstawie tych danych oraz własnej oceny, co będzie optymalne z punktu widzenia danego meczu, oraz dalszego przebiegu turnieju, wystawiałem skład.

Czy zdarzało się, że gracze mieli odmienne od Twojego zdanie na temat najlepszego ustawienia w danym meczu?

Bywały takie sytuacje, może nie dotyczyły meczów w Robin Round, ale niektórych segmentów w play off.

 
Ogólnie o zawodach.  Który mecz był Twoim zdaniem najtrudniejszy i dlaczego?

Najtrudniejszy był na pewno ze Szwecją, najlepiej dowodzi tego wynik. Szwedzi zagrali praktycznie bez błędów technicznych i trafnie w zakresie decyzji licytacyjnych. Pozwoliło to im zbudować znaczną przewagę na początku meczu. A dalej? Szwedzi konsekwentnie grali swoje – solidnego brydża, bez podejmowania nadmiernego ryzyka. Natomiast my – każda podjęta przez nas obrotowa próba zmiany trendu kończyła się natychmiast stratą. W końcówce te próby wygenerowania obrotu były robione już na siłę i bardziej przypominały walenie głową w ścianę, niż brydża, stąd tak wysoki wynik końcowy. Myślę, że do napięcia psychicznego doszło jeszcze przemęczenie niektórych z naszych zawodników.
Najbardziej emocjonujący był mecz z Włochami, nieczęsto wygrywa się tak długi mecz play off różnicą 1 imp. W ostatniej części, po wygraniu w rozdaniu, które opisałem niżej, końcówek na obu stołach, prowadziliśmy już różnicą 30 imp (potem okazało się, że było to tylko 28… gdyż operator vue graphu nie zauważył kontry na 4♥, przegrane przez Żmudzińskiego na bardzo dobrej rozgrywce tylko bez bez jednej), i w sześciu kolejnych rozdaniach doszło jeszcze 6 imp na nasza korzyść, wyglądało, że mecz jest rozstrzygnięty. Ale w dwóch kolejnych rozdaniach nasze pary wypuściły po końcówce i różnica skurczyła się do rozmiaru jednego swingu… Na szczęście zdarzył się, w ostatnim rozdaniu, ale jednocyfrowy, i mecz wygraliśmy. W pierwszej chwili, na BBO wyglądało, że różnicą 3 imp, a po policzeniu wyników, wykryliśmy błąd na korzyść Włochów, o którym pisałem. Na szczęście skontrowana końcówka była przedpartyjna i kontra dała Włochom tylko 2 imp. W ten sposób pozostał tylko jeden, ale jakze ważki punkt na naszą korzyść.  

  
Opowiedz nam o kilku ciekawych rozdaniach.

Styl gry naszej drużyny dobrze charakteryzuje rozd. 19/VI z meczu z Włochami:
WE po partii, NS przed

Balicki, po 3BA, które z jego punktu widzenia dawały duże szanse na wyłączenie karowe, ze swoją tak ofensywną ręką, dał kontrę, która miała charakter „action double”. Przeciwnicy odeszli, i słusznie (przypomnę, że tym rozdaniem Szwedzi wyeliminowali drużynę USA – wzięli tutaj 1700 na Meckwellu za 4BA z kontrą). Po 4♦ Żmudziński skontrował, sygnalizując pewne wartości i Balicki zapowiedział 4♠, które zostały bez problemu wygrane.

Na drugim stole, w tej samej pozycji, Sementa z kartą Balickiego spasował:

po czym wyszedł w blotkę pik i kontrakt został wygrany z nadróbką – 14 imp dla Polski.

Odwołania. W meczu z Włochami, przeciwnicy odwołali się przeciwko decyzji sędziego dwukrotnie. Powiedz nam w skrócie czego dotyczyły te sprawy i jaka jest Twoja opinia o decyzjach komisji odwoławczej.


W meczu z Włochami był tylko jeden protest. My odwołaliśmy się od decyzji sędziego, który zmienił uzyskany przy stole wynik na naszą niekorzyść.
Nie chciałbym tutaj mówić o mojej ocenie tego werdyktu sędziowskiego, ani decyzji jury d’apel; przytoczę tylko fakty:

Rozd. 31/IV
NS po partii, rozd. S.

1)słaba dwukolorówka co najmniej 5-5 piki i młodszy
2)blokujące
3)do something inteligent, partner

Bez dwóch, 500 dla WE i 2 imp (na drugim stole 4♥+1) dla Włoch.
Versace, siedzący po jednej stronie zasłony ze Żmudzińskim, po zakończeniu licytacji zawołał sędziego i zgłosił, że w momencie, zaznaczonym wykrzyknikami, taca z licytacją wróciła z opóźnieniem (break in tempo). Sędzia, po zrobieniu panelu, zmienił wynik na 4♥ z rekontrą +1, 1080 dla WE, uzasadniając to głównie wypadnięciem N z tempa. W ten sposób drużyna Włoch zamiast 2 imp zarobiła w tym rozdaniu 12 imp.
Odwołaliśmy się od tego werdyktu. Oto przebieg jury d’apel: Siedzący po jednej stronie zasłony Balicki i Zaleski zgodnie stwierdzili, że Balicki spasował natychmiast po pojawieniu się tacy, a Zaleski zapytał, czy na otwarcie 2♠ drugim kolorem mogą być kiery. Balicki odpowiedział, że nie i taca została przesunięta na drugą stronę. Czy w tej sytuacji można mówić o break nn tempo? Żmudziński, indagowany o powód odejścia po rekontrze, stwierdził, że, po pierwsze, nie chciał ryzykować dużego obrotu, jaki groził w razie wygrania 4♥xx, a po drugie, bardziej wierzył w rekontrę Versace, niż w pasa partnera. Na moje pytanie o to, czy panelowani zawodnicy byli poinformowani, że rekontrował Versace, sędzia odpowiedział, że nie. Podobnie nie byli informowani o sytuacji taktycznej – że w meczu w tym momencie prowadzą około 30 imp. Zapytałem jeszcze sędziego, czy dobierając panelistów, starał się, aby reprezentowali nie tylko podobne umiejętności, jak Żmudziński, ale i podobny temperament. To pytanie pozostało bez komentarzy. Jury d’apel utrzymało werdykt sędziego w mocy.

W finale Szwedzi z łatwością poradzili sobie z drużyną Polski. Prowadzili od początku do końca i wygrali z dużą przewagą. Czy uważasz, że mecz towarzyski przegrany przez Polaków jakiś czas temu na własnym terenie mógł mieć coś wspólnego z predyspozycją graczy? Czy może zabrakło sił lub motywacji a może po prostu wygrała lepsza drużyna? Jako kapitan, jak oceniasz mecz finałowy?

Ocenę meczu finałowego podałem wyżej. Szwedzi zagrali turniej życia, nie wiadomo, czy uda im się taka seria jeszcze kiedykolwiek. Ale to sztuka być w takiej dyspozycji w odpowiednim momencie i jeszcze to wykorzystać do końca. Patrząc na metryki reprezentantów Szwecji można przypuszczać, że mają przed sobą jeszcze wiele sukcesów.

W drużynach takich jak Polska, Włochy czy Monako pary wybierane są przez selekcjonera. Inne światowe potęgi jak USA grają dłuższe lub krótsze rozgrywki kadrowe. Która metoda jest według Ciebie najlepsza?

Metoda wyłaniania reprezentacji powinna zależeć od zasobów ludzkich. W USA jest szerokie grono zawodowców, nadających się do gry w imprezach mistrzowskich i mogą sobie oni pozwolić na demokratyczną selekcję. W Polsce w latach osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych, gdy par, „mających papiery” na granie w reprezentacji było kilka, 6-10, system selekcji prawie automatycznej zdawał egzamin i wpływał na podniesienie poziomu czołówki. W tej chwili nasza czołówka się zawęziła, starsi zawodnicy się wykruszyli z powodu wieku, młodsi różnych powodów nie gonią czołówki szeroką ławą, a raczej tylko pojedynczo, i system rozgrywek kadrowych, ukierunkowany na wyłanianie reprezentacji nie sprawdza się – vide wyniki wyłonionych w takim systemie reprezentacji na ME w Pau 2008 bądź na Bermuda Bowl w Estoril 2005. Ja lansuję w tej chwili system, łączący nominację z demokracją… Status reprezentacji posiada drużyna nominowana przez selekcjonera, 3-4 pary. Natomiast równolegle toczą się rozgrywki kadrowe, z których najlepsze pary raz na pół roku mogą wyzwać na pojedynek (długi, 160-192 rozdania mecz ) reprezentację. Reprezentacja, w razie porażki, ma prawo do rewanżu w ciągu 1 miesiąca i po drugiej porażce traci status reprezentacji na rzecz zwycięzców. Do takiego systemu będę chciał przekonać nowy Zarząd PZBS (do którego wybory odbędą się we wrześniu). Ten system łączy, moim zdaniem, zalety obu systemów.

Polscy juniorzy odnieśli wiele sukcesów ostatnimi czasy (Młodzieżowe Mistrzostwa Europy Par 2011 w Danii: złoto U20, srebro i bronz Dziewczęta, srebro U25; 14th WYTC, Taicang, China: złoto U20, złoto Dziewczęta; 6th World University Championship in Rheims: złoto i bronz). Czy uważasz, że drużyny wybierane przez selekcjonerów/sponsorów utrudniają młodym talentom dostanie się do drużyny narodowej?

Różnica w poziomie gry najlepszych juniorów i naszych reprezentantów w open jest tak duża, że potrzeba dobrych kilku lat, aby nawet najlepsze pary juniorów mogły pretendować do reprezentacji open, A czy system selekcyjny to utrudnia? W Ostendzie dwa lata temu, w naszej drużynie, która zdobyła srebrny medal grali multimedaliści juniorscy – Jacek Kalita – Krzysztof Kotorowicz oraz Krzysztof Buras – Grzegorz Narkiewicz. Kalita – Kotorowicz przestali grać razem i nie ma ich w chwili obecnej w reprezentacji, natomiast Buras – Narkiewicz grali także w Lille.
Natomiast w konkurencji kobiet, gdzie reprezentację Polski także nominuje selekcjoner, w ME w Dublinie (5. miejsce) grało 5 aktualnych juniorek, a w Lille (brązowy medal) – cztery mistrzynie świata juniorek z Taicang.
Z tego widać, że selekcjonerzy reprezentacji mają szeroki ogląd potencjalnych reprezentantów i kryterium pokoleniowe nie ma wpływu na decyzję, a po prostu siła gry.
W Polsce naszym problemem jest to, że największe profity – nagrody – są w Polsce w cyklu turniejów na maksy (kilkanaście turniejów w roku + finał w grudniu dla 24 najlepszych par). Czołówka juniorów szybko zaczyna odnosić w nich sukcesy, co zapewnia dość wysokie nagrody, no i poczucie samozadowolenia. W rezultacie tego następuje utrwalanie stylu gry, który ja nazywam :zwierzęcym”, zapewniającym sukcesy w grze na maksy na słabą opozycję. Niestety, te nawyki, utrwalane w kolejnych turniejach, powodują, że do czołówki, zaprawionej w wielu sezonach ligowych w grze na imp, w meczach z silna parą na drugim stole, jest coraz dalej, zamiast coraz bliżej. Zwróćmy uwagę, że analogiczny cykl turniejów w Holandii rozgrywany jest na punkty meczowe.

***

Laura Cecilia Porro

(Visited 1,033 times, 1 visits today)
Previous Entries The World Bridge Games in Lille according to Marek Wójcicki (interview) Next Entries Osservando i campioni: Sam Lev e Norberto Bocchi